W czasie drugiej wojny światowej Polacy szukali możliwości walki za Ojczyznę. Niekiedy mocno tułali się po świecie. Byli także w Ugandzie. Przybyli tutaj z Syberii. Niektórzy przez Uzbekistan, inni przez Indie. Niektórzy jeszcze żyją, inni spoczywają w ugandyjskiej czerwonej ziemi. Cmentarz polskich uchodźców znajduje się w Kojja. Co roku na wszystkich świętych cmentarz jest odwiedzany przez Polaków. Dawnych mieszkańców obozu uchodźców lub ich potomków.
3.30. Stoję na przy wyjściu z lotniska w Entebbe. Nie spałem. Organizm domaga się odpoczynku. Ciało osuwa się na płytę i zasypiam siedząco, oparty o szybę sklepu. Lądowanie miało być o 2.50. Samolotu ani śladu. Nie zapowiadano opóźnienia. Na całe szczęście widzę uśmiechnięte polskie twarze. Grupa Polaków w liczbie 12 dumnie, lecz niepewnie wychodzi z odbioru bagażu. Błogosławieństwo. Wszystkie walizki doleciały z pasażerami. Nie zdarza się to często.
Pomagam przyjaciołom z Polski upakować się w 13 osobowe taxi. Zapominam czasami języka polskiego. Czuję się dziwnie w obecności grupy muzungu. Czyżby moje serca już po miesiącu jest bardziej czarne niż białe?
Przyjeżdżamy do misji o godzinie 6.30. Chłopcy już nie śpią. Szykują się do występu w pobliskim miasteczku. Jemy śniadanie. Rozmawiamy o Kojja, o Afryce, o misji. Ksiądz Ryszard mówi, że o 12 będzie msza po polsku. Skorzystam.
Pierwsze słowa mszy świętej. W imię Ojca i Syna… Już płaczę. Jezu, jak ja tęskniłem za polską mszą. Nie widziałem jednak o tym. Msza bez śpiewu i kazania. Dla mnie i tak to najpiękniejsza Eucharystia jaką mogę dzisiaj doświadczyć. Może już myślę bardziej po Afrykańsku, ale serce mam polskie. Przy Ojcze Nasz nie jestem w stanie podnieść rąk do uwielbienia. Wzruszenie osłabia moje mięśnie. Dziękuję Bogu za to, że taki prezent mi sprawił.
Kiedy nie rozmawiasz w swoim języku przez miesiąc. Kiedy nikt w Ojczyźnie nie zrozumie twoich rozterek. Kiedy jesteś na obcym lądzie i nie masz tutaj przyjaciela. Kiedy potrzebujesz wsparcia i zainteresowania, a dostajesz tylko nowe obowiązki. I nie słyszysz dziękuję. Kiedy każdy dzień zaczyna być taki sam. Kiedy pragniesz Jezusa… to On przychodzi w ciepłym blasku miłości. Wypełnia twoje niespełnione pragnienia.
Zastępuje je. Wylewa asfalt pokoju na wszystkie bolesne dołki życiowe, czyniąc twoją drogę bezpieczniejszą. Co najważniejsze, jest z Tobą i nie pozwala Tobie zboczyć ani zasnąć na szosie do Nieba.
Pośród ciemności i brudu, które trzymam w swojej 26 letniej szafie czasami przydaje mi się porządek. Jezus zakłada fartuch i żółte gumowe rękawiczki. Stawia warunek. Sprząta całość lub nic. Radykalna z Niego pokojówka. Używa jednego środka czyszczącego. Jego krew. W niej pierze i wybiela moje życie. Czasami je krochmali.
Już wiem co chcę dostać na urodziny. Polską mszę św. w Ugandzie.
Bartłomiej Ciok
Uganda, Namugongo
3 listopada 2012