Lusaka

W końcu to stolica! Z prezydentem, uniwersytetem i lotniskiem. Podobna do innych stolic, które znam. Jednak czymś się różni. Jest małe zaskoczenie, może rozczarowanie. Różnice zobaczyłam od razu.

Lusaka jest dużym miastem, rozwijającym się. Widać w niej dużo nowych budynków: magazyny, sklepy, salony, hotele. I są to budynki w stylu europejskim.

Widziałam też kasyno. Fakt, zbudowane na styl japoński. Jednak te nowości znajdują się tuż przed miastem. Same miasto to nasze lata 90. Widać to zwłaszcza po małych sklepach i po ich witrynach. Brakuje tu kolorowych migoczących neonów i telebimów.

Zanim znajdziesz sklep, w którym chcesz coś kupić, minie sporo czasu. Dowiesz się mimochodem co dzieje się w mieście, co kto ma do sprzedania albo jakie usługi proponuje. Zaczepi cię kilku chłopaków. Ktoś krzyknie: „Muzungu!” albo zapyta, czy chcę zamówić taksówkę. A wszyscy, których będziesz mijać będą się na ciebie patrzeć. Norma, do której powoli się przyzwyczajam i staram się nie zwracać uwagi.

W centrum główna ulica przedzielona jest pasem zieleni, a w każdą stronę prowadzą dwa pasy jezdni. Akurat o tę zieleń ktoś trochę dba: trawa, palmy i mniejsze krzewy, czasem kwiaty.

W Polsce to normalne, że są służby odpowiedzialne za dbanie o tereny zielone w miastach. O każdy skwer, trawnik i kwiaty. Tutaj tak nie ma. Jest bałagan. Każdy chodnik to wymarzone miejsce na handel. A są też sklepy totalnie na kółkach. Jedzie sobie taki pan na rowerze i ma na przykład chłodziarkę z lodami. Na kierownicy ma elegancko przyklejone papierki po lodach, jakie można u niego kupić. Albo inny obraz. Idzie chłopak i pcha przed sobą coś w rodzaju wózka czy taczki z bananami. Na każdym kroku możesz kupić co chcesz. Możesz nawet nie wysiadać z auta, bo stojąc na światłach pan sam do ciebie podejdzie. Wystarczy, że otworzysz szybę i kiwniesz ręką. Albo idzie sobie taka pani z koszem na głowie pełnym orzeszków ziemnych. I do niej też możesz skinąć ręką.

Przed wyjazdem Afrykę kojarzyłam między innymi z kobietami, które noszą różne rzeczy na głowach. Do tej pory myślałam, że taki obraz można zobaczyć tylko na wsi, na sawannie. A tu proszę, w stolicy jest to bardzo popularny widok. I nikt się nie dziwi, no oprócz mnie! Kobiety, ale także mężczyźni noszą na głowach praktycznie wszystko. Od kosza z owocami, przez worki z mąką, po pełne wiadro z wodą. Oczywiście bez pokrywki. Idą tak, że nie uronią ani kropelki. Jestem pełna podziwu dla tych osób. A w jaki sposób oni chodzą z tymi towarami, coś pięknego! To jakby balansowanie nad chodnikiem, płynięcie. Dla nich jest to coś naturalnego, a dla mnie coś imponującego.

Ludzie przelewają się w jedną i drugą stronę za jakimś sprawunkiem. A jest ich mnóstwo. Mienią się różnymi kolorami koszul, chitengi, sukienek. Niczym orzeszki oblane kolorowym lukrem. I jeśli chodzi o kolory to właśnie ludzie swoimi ubraniami sprawiają, że miasto się uśmiecha. Budynki, chodniki, mury, cała reszta jest pokryta wszechobecnym piaskiem i pyłem. Ma on kolor rdzawy jak ziemia w Afryce. Wchodzi wszędzie, nawet w najmniejsze zakamarki. Pomaga mu wiatr, który odzywa się każdego dnia. Wieżowców nie ma. Bloków, tak popularnych w Polsce, też nie widać.

Można natomiast zobaczyć dosłownie kilka wysokich, nazwijmy to, biurowców. Dokładnie nie wiem co w nich się mieści. Jednak są to budynki smutne i szare. Wykonane z betonu, który pod wpływem kurzu i lat tylko straszy. Są niepomalowane. Mam wrażenie, że nic się w nich nie mieści, że są puste. Jednak światła w oknach świadczą o tym, że jest w nich życie. Swoim wyglądem nie zachęcają do wejścia.

Cóż, do pełnego obrazu afrykańskiego miasta muszę jeszcze dodać śmieci. Tony śmieci! Są wszędzie i nikomu nie przeszkadzają. Walają się po chodnikach, pod ścianami, w każdych krzakach. A torebki jednorazowe można zobaczyć nawet na drzewach, zaplątane w gałęzie. Każdy rowek przy ulicy czy dziura w chodniku zapełniona jest śmieciami. Ludzie, którzy mają coś do sprzedania najczęściej rozkładają swój kram na śmieciach.

Jadąc do Lusaki widzę trawę ze śmieci. Jest to smutny widok. A jeszcze bardziej przeraża mnie to, że w tych śmieciach płynie życie tysiąca osób, rodzin, dzieci. To straszne. Wygląda to tak jakby tutejsi ludzie postawili sobie za cel zasypanie całego miasta śmieciami. Jakby chcieli zakopać je w nich. Takie drugie Zakopane, tyle tylko, że naprawdę zakopane. Zastanawiam się dlaczego tak jest? I jak na razie nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie.

Katarzyna Steszuk
Zambia, Lusaka
12 października 2011

Udostępnij

Przeczytaj jeszcze

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej. Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.