Kamerun, czyli Afryka w pigułce ! (cd.)

W Foyer St. Dominique mieszka w tej chwili 17 podopiecznych, którzy są wychowywani wedle prostych reguł, zgodnie z wiarą chrześcijańską. Zasady są tutaj bardzo proste, tak jak i warunki w których mieszkają dzieci. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie dobra wola i chęć bezinteresownej pomocy wielu darczyńców, którzy wsparli, bądź też wciąż wspierają utrzymanie sierocińca. Potrzeb jest zawsze wiele więcej niż możliwości, jednakże ojciec Darek doskonale radzi sobie z organizacją funkcjonowania ośrodka. Ktoś mógłby zatem zapytać, czy potrzebna jest tutaj pomoc takich osób jak ja?

Otóż, każda forma pomocy jest zawsze mile widziana, a lista potrzeb, nie tylko materialnych, jest długa. Tutejsze dzieci doskonale radzą sobie z samoorganizacją, nie licząc nauki, która jest jednym z głównych zadań sierocińca, pomagają w utrzymaniu czystości, same potrafią wyprać sobie swoje rzeczy (nikt nikogo tutaj nie wyręcza jak to w Polsce bywa norma). W związku z kłopotem dostępu do wody dzieci same dbają o to, aby nigdy nie brakło wody, która trzeba pobierać ze studni, dzieci potrafią same szyć ubrania, które przecież tak szybko się zużywają i niejednokrotnie są zszywane po kilka razy; takich przykładów można podawać więcej i więcej.

Pragnę podkreślić tutaj pewną rzecz, mianowicie podejście Kameruńczyków, którzy są katolikami, do praktykowania i rozumowania wiary. Nie mam na myśli jedynie wychowanków sierocińca, a ogólnie społeczeństwo. Nauczony obserwacją miejscowej ludności, szczerze przyznaję, że niejeden/niejedna z nas mogliby się wiele tutaj nauczyć. Wiara tutaj jest prosta, dla każdego istnieje Bóg, wszechobecna jest modlitwa, ludzie nie wstydzą się otwarcie rozmawiać o Bogu, chwalić i wielbić Stwórcę!! Prosty przykład: ilu z nas Europejczyków potrafi bez zastanowienia zadeklamować 10 przykazań Bożych, albo wymienić 7 Sakramentów Świętych (sam na tym poległem), albo któż ma w pamięci Tajemnice Różańcowe? My, Europejczycy, patrzymy na Afrykę generalizując ją, uważając za trzeci świat pod każdym względem, a jest to jak najbardziej mylne myślenie. To my, moglibyśmy wiele się nauczyć od tych ludzi!! Owszem, warunki życia tutejszego daleko odbiegają od standardów, do których jesteśmy tak bardzo przyzwyczajeni, jednakże w żadnym stopniu nie możemy twierdzić, że jesteśmy lepsi od mieszkańców Afryki. To czego tutaj brakuje, a wymienię akurat tylko sierociniec, to pieniądze!! Niestety one rządzą wszędzie, a tych brakuje zawsze. Nie ma co ukrywać i pisać miedzy wierszami w czym rzecz, gdyż, jeśli nie wiadomo o co chodzi, zawsze chodzi o pieniądze. Takiej formy wsparcia potrzeba tutaj, aby pomagać dzieciom, które są naprawdę bardzo zdolne, chętne, by się uczyć godnego życia, kształcić się i żyć w zgodzie z wiarą chrześcijańską.

Jednakże wrócę do mojej osobistej ‘przygody’ związanej z pobytem w Foyer St. Dominique. Na czym może polegać pomoc białego człowieka, który ma prawie zerową znajomość języka francuskiego? Otóż, nawet i bez tego można sobie doskonale poradzić w kontakcie z dziećmi. A dodatkowo wspomnę, iż niektóre osoby znają też angielski, co znacznie ułatwia sprawę. Pomóc można i fizycznie, np. przy noszeniu wody, gdzie beczki wcale nie są lekkie, albo tez intelektualnie, zwyczajnie rysując z dziećmi, zajmując czas grami edukacyjnymi, czy starając się nauczyć je chociażby podstaw języka angielskiego a zainteresowanych nawet polskiego!

Pisząc tę historie, nie opisałem jeszcze najważniejszego dla mnie aspektu, połączonego z przyjazdem do Kamerunu. Mianowicie, nigdy nie przypuszczałbym, iż ten daleki wyjazd sprawi, że poznam tutaj wybrankę swojego serca. Tak, dokładnie! Serce nie sługa, jak powiada znane powiedzenie. A wybranka serca okazuje się być jedna z wychowanek misji, Prisca Koungou. Łaska Pana Boga naszego pozwoliła mi spotkać na swojej drodze drugą połówkę aż tutaj. Jeśli ktoś nie wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia, to nie podyskutuje ze mną. Juz przy pierwszej mojej wizycie w Foyer, wiedziałem, że to Ta, jedna, jedyna! A zaczęło się na lotnisku, przy pierwszej wizycie w Kamerunie. Jedno spojrzenie na przywitanie i juz coś przysłowiowo zaiskrzyło. Moje szczęście w tym, że Prisca zna język angielski, który pozwolił nam na swobodny kontakt na początku znajomości. Przegadane godziny, które odczuwało się niczym minuty, wbrew pozorom podobne i wręcz takie same zainteresowania, pasje, pragnienia i marzenia, wspólna wiara katolicka, pomogły zapoznawać się lepiej i lepiej… A teraz wiem, ze oboje szczęśliwi i wzajemnie zakochani, wkrótce złożymy przed Bogiem przysięgę małżeńską, ale to już temat na kolejną opowiastkę…

Maciej Kieruj

Udostępnij

Przeczytaj jeszcze

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej. Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.