Wózek zwany misją

Niedługo Adwent. Jak mantrę powtarzamy to sobie na głos, bo coraz gorętsze dni nie są oczywistymi znakami zbliżających się świąt. A święta oznaczają większą ilość pracy. Atmosfera podgrzewa się nie tylko przez pogodę. Spotkania oratoriów, konkursy, zabawy i zakończenie roku dla wszystkich – czyli wizja 800 prezentów do przygotowania i rozdania. My robimy już swoją listę życzeń. Na pierwszym miejscu jest śnieg i coś innego niż ryż na wieczerzę wigilijną. Czasami jeszcze marzy mi się pieczątka z napisem „Dyrektorka Oratorium – Bosconia – Piura”, ale nie wiem czy byłam na to wystarczająco grzeczna.

Sposób na szczęście

Na Czarnym Lądzie humor jak dopisywał tak dopisuje. Uśmiech nie znika z twarz dzieci. Nikt nie widzi przeszkody do dobrej zabawy. Jedni śpiewają tak głośno, że słychać ich na każdym krańcu 15 hektarowej placówki, drudzy zaczynają tańczyć. Ich ciała poruszają się w rytm grających bębnów. Jest również grono, które za pomocą dwóch kamyków organizuje świetną zabawę na kilka godzin.

Dawać nie dając

Daj! Kup! Przynieś! Zrób! – słowa, które wiernie towarzyszą mi na misji.
-Mary. Z wielkim oburzeniem daje mi do zrozumienia, że muszę dać jej jakiś prezent, bo właśnie zdała do 4 klasy. 
-Kleryk. Wręczając mi karteczkę z informacją o swoich urodzinach, podkreśla, że powinnam mu coś podarować. 
-Nauczyciel, którego pytam czy chciałby mnie pouczyć angielskiego w jego godzinach pracy, w pierwszej kolejności pyta: „A ile zapłacisz?”
-Memo rzuca do mnie tekstem: „Ty mnie nienawidzisz! Gdybyś mnie kochała to dałabyś mi cukierka, ołówek, kartki, lizaka.”


Uczta w Buszu

Eucharystia- choć nieobowiązkowy, to najważniejszy punkt programu na Misji.
Dzisiaj jest wyjątkowy dzień. Jedziemy na Mszę do College, który znajduje się w Buszu, 30km od naszej Placówki. Uczy się tam 250 studentów, w tym 20 katolików. Nasz kierowca-Ksiądz, nie lubi gdy jakieś miejsce w samochodzie się marnuje. Bierzemy jeszcze dwóch studentów z sąsiedztwa. Samochód posiada pakę. To na niej bardzo często przewozi się żywy towar. Już po 15min jazdy, zgarniamy pierwszych autostopowiczów. Na tej trasie większość mieszkańców porusza się właśnie w taki sposób. Bus jeździ dwa razy w tygodniu, a mało kto posiada swój samochód. Spoglądam za okno i komentuję: „No, teraz to się czuję jak w prawdziwej Afryce.”

Rośniemy…

Mam na sobie pomarańczową koszulkę z Międzynarodowego Wolontariatu Don Bosco. Pracuję na misjach w Wenezueli.
„¡Buenos días! Jesteśmy wolontariuszkami z Polski. Prowadzimy w parafii Don Bosco oratorium dla dzieci.” – wyjaśniam nauczycielom szkół i rozdaję ulotki. Liczba uczniów w jednej ze szkół- 723. W tej dzielnicy San Felix, dzieci i młodzież stanowią większość . Jest więc kogo zapraszać.

Oto ja, poślij mnie!

Kiedyś, jeszcze w gimnazjum kolega zapytał mnie, czy Jezus do mnie mówi, czy to tylko ściema czy rzeczywiście słyszę Jego głos. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
Jednak ostatnie miesiące, zeszły tydzień – mój pierwszy na misjach uczą mnie nieustannie, że Bóg rzeczywiście do nas mówi – na kartach Pisma Świętego i przez innych ludzi.

Krajobraz biało-czerwony

– Skąd jesteś? – słyszę to pytanie już któryś raz. 
- De Polonia. – odpowiadam spokojnie. 
- Colombia?
- Nie, POLONIA – Odpowiadam tym razem dużymi literami. Na twarzy dziecka pojawia się zdziwienie.

Pierwsze kroki

Pierwsze dziecięce kroki to delikatne spotkanie stóp z ziemią. Ręce próbują utrzymać równowagę. Oczy zachwycają się nowymi widokami. Wyznaczają cel.
Pierwsze kroki stawiałam w domu. Z pewnością rodzice asekurowali mnie by nie rozbić głowy. Pokazywali najbezpieczniejszą drogę.

Plastikowy football

Dwa szare kamienie leżą jeden na drugim. Leżą w odległości 2,5- 3 m i wyznaczają słupki bramki. Boisko rozciąga się na 20-30 m. Jego powierzchnia jest twarda jak beton.
Słońce niestrudzenie wykonuje swoją robotę. Co dzień, na nowo wysusza go równomiernie, a małe czarne stópki polerują i wyrównują pęknięcia.

Podróż o smaku coca-coli

19 października, 3:50 nad ranem. Zapinam czarny plecak. Odwracam się przez lewe ramię by sprawdzić czy wszystko zabrane. Zamykam na klucz swój lufubiański pokój. Trudno mi uwierzyć, że wyjeżdżam z buszu. Ola uśmiecha się pod nosem, do niej też to nie dociera. W ciemności pokonujemy drogę przez farmę. Ładujemy plecaki do bagażnika białego pick-upa. Przed nami 1000 km. Cel Lusaka.

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej. Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.